Otwieram oczy,
A rano w zimie
To rzecz niełatwa.
Dźwigam się z nocy,
Stąpam po linie,
Byle do światła.
Podnoszę rękę,
Odgarniam chmury
Jak przywidzenia.
Wkładam sukienkę,
Przenoszę góry,
Bieg zdarzeń zmieniam.
Zmieniam bieg zdarzeń,
Kiedy śnieg strącam z gałęzi świerku,
Gdy konfitury wieczorem smażę,
Kocham bez lęku.
Wiele się zdarzy,
Bo będą świty do obudzenia,
Bo ciągle czytać chcę w twojej twarzy,
– pełna zdziwienia.
Otwieram okno
I nagle Ziemia
Rusza do słońca.
Więc się przedzieram
Z nią przez gąszcz cienia.
Deszcz, śnieg roztrącam.
Zrzucam pancerze
Dziwnego kroju
– świt już nie rani.
Teraz w to wierzę,
Bo w mym pokoju
Pachnie jabłkami.
Pachnie jabłkami.
Wstaję i idę w piękne nieznane.
Rzeźbię, maluję świat spojrzeniami,
Wierzę w przemianę
– z kropli jest rzeka,
Z okruchu ciepła – drzewo i owoc,
A z moich pragnień – droga daleka.
Więc idę. Idę. Masz moje słowo.
—————–
W piątek byłam na wspaniałym recitalu.
Recitalu Ewy Błaczszyk. Było bardzo kameralnie.
Ona i trzy osoby orkiestry. Pod koniec koncertu przyszła jeszcze jej córka Marysia.
Pani Ewa śpiewała piosenki A. Osieckiej, Wysockiego, D. Czubkiewicz i innych.
Ewa Błaszczyk śpiewała pieknie, całą sobą.
To była prawdziwa uczta dla ducha.
Biedna kobieta, dla niej też nie zdarzył się cud…
Ładny wierszyk na wstępie :)Co do Ewy Błaszczyk… to jej życie też nie oszczędziło. Mały wypadek w pośpiechu i życie legło w gruzach…Pozdrawiam
Tak…..wystarczy chwila………
Drobne sprostowanie – nazwisko autorki tekstu to Dorota Czupkiewiczpozdrawiam
Dziękuję 🙂