Zazwyczaj jestem optymistycznie nastawiona do świata i ludzi.
Zamiast marudzić i narzekać na swój los , staram się iść ( a raczej jechać 😉 ) przez życie z pogodą w sercu.
Jednak bywają takie (chyba każdy je ma ) dni kiedy jest mi smutno i źle… Kiedy czuję swoją bezradność i słabość… Bardziej mi ciąży moje uzależnienie od innych…….
Wszystko mnie boli…. Z resztą ból towarzyszy mi zawsze – mniejszy czy większy , ale jest zawsze…
I gdy czuję się naprawdę bardzo, bardzo źle…….. wtedy ogarnia mnie jakieś wewnętrzne przeświadczenie , wiara , przekonanie ( nie wiem jak to nazwać)……pewność, że jutro będzie lepiej.
Możecie mi wierzy lub nie , ale przeważnie JEST lepiej.
Przychodzi nowy dzień przynosi nowe radości , doświadczenia , nową siłę … I jakoś tak jest dobrze……..
No bo… zawsze jest jakieś jutro :)Inna rzecz, że pod tym względem ludzie sa różni. Jedni potrafią poczuć, że będzie lepiej, inni za wszelką cenę chcą i próbują w to uwierzyć. Ale mam znajomą, która już od 15 lat usiłuje sobie wmówić, że jest dobrze albo że za chwilę będzie lepiej i rozpaczliwie w to wierzyć i tym samym epatuje otoczenie, a jednak widać po niej dokładnie, że jest nieszczęśliwa i wychodzi to na każdym kroku. Taką postawę uważam za samooszukiwanie się, a przy okazji oszukiwanie innych, które do niczego nie prowadzi. Ja… no cóż, nie potrafię sobie wmawiać, że jutro będzie lepiej, podczas gdy wiem, że są na to marne szanse – realizm wyłazi ze mnie wszystkimi tkankami…
Zawsze może byś lepiej, czy to jest źle czy dobrze. Codziennie w końcu wstaje nowy dzień:) Poza tym: wczoraj jest historią jutro jest tajemnicą dziś jest darem – więc trzeba się nim cieszyć, a to co złe zostawić za sobą (tylko lekcje z tego wyciągnąć na przyszłość, jeśli trzeba)!!