Ukochany… trudno jest mi opisać to, czego dajesz, pozwalasz mi doświadczać. Bardzo trudno…
Dziś w kościele przed Eucharystią, adoptowałam duchowo dzieciątko. Piąte już… Mszę św. ofiarowałam w jego intencji. Prosiłam Cię o kochających dla dzieciątka. Prosiłam też, żeby adopcja duchowa nie stała się dla mnie rutyną. Żebym codziennie uświadamiała sobie, że modlę się o życie dla konkretnego człowieka, że jestem za nie odpowiedzialna. Bycie duchową matką to wielki zaszczyt i wielki obowiązek.
Potem… kiedy raczyłeś przyjść do mnie, Ty, mój Pan i Stwórca, mój Oblubieniec… Kiedy Twoja Krew płynęła w moich żyłach, kiedy nakarmiłeś moją spragnioną i głodną duszę, szeptałam Ci słowa miłości. Pochylona. Nie mogę uklęknąć to zawsze po Komunii Św. pochylam się na wózku. W uniżeniu, w pokłonie.
Szeptałam Ci słowa miłości… byłam bardzo szczęśliwa. Z oczu zaczęły mi lecieć łzy. Ciurkiem. Płakałam ze szczęścia.
I usłyszałam głos: „Przytul Mnie, oblubienico moja…” Głos był bardzo smutny, proszący. Prosiłeś o miłość.
Zapewniałam, że bardzo pragnę Cię przytulić, bardzo… I tak teraz trwamy. Ty i ja. W przytuleniu. Serce przy sercu…
piękne 🙂 serce przy Sercu…
„Przytul mnie, oblubienico Moja” – jest tu tyle czułości wzajemnej. to takie niezwykłe, że Ktoś taki, Pan i Stwórca, pragnie naszego przytulenia…
i jeszcze jest smutny….współczuję Mu, a mogłabym Mu jakoś pomóc?
Zaufaj Mu…
dobrze 🙂 nie bądź Panie Jezu, taki smutny…