Był taki czas w moim zamierzchłym dzieciństwie kiedy czułam się bardzo nieszczęśliwa, samotna, niechciana, a nawet nie kochana przez nikogo… Byłam bardzo zamknięta w sobie. Te odczucia spowodowane były przez traumatyczne wydarzenia, przeżycia małego, chorego dziecka. Mnie. Nie będę ich tu opisywać, bo nie chcę nikogo oskarżać, ani osądzać. Przez wiele lat próbowałam o nich zapomnieć a im bardziej próbowałam, tym bardziej one wracały. I raniły mnie coraz bardziej. Przez wiele też lat o tych przeżyciach, doświadczeniach z dzieciństwa nikomu nie mówiłam. W końcu w tym roku w kwietniu zdecydowałam się powiedzieć. Najpierw Karolinie a potem jeszcze ks Tomkowi. Niewiele mówili, słuchali. I modlili się za mnie. A mi pomógł już sam fakt, że ktoś mnie wysłuchał i potraktował poważnie. A teraz, kiedy przypominam sobie tamte sytuacje, momenty, obrazy, widzę między mną a nimi cień Ukochanego. Widzę Jego dźwigajacego krzyż w moim bólu i cierpieniu. Przechodzący cień. ON tam wtedy był… Był wtedy ze mną. W koronie cierniowej i z krzyżem. Był ze mną…
CIEŃ
Category: (NIE) MOJE MYŚLI