Właściwie już dziś miałam nie pisać. Zmęczona jestem bardzo po tej naszej dzisiejszej rozmowie. Ale przed chwilą stało się coś… Zamurowało mnie po prostu.
Przed chwilą na FB przeczytałam cytat z „Dzienniczka” św.s. Faustyny.
„W pewnej chwili powiedział mi Jezus: Spojrzenie moje z tego obrazu jest takie jako spojrzenie z krzyża.”
Dz 326
I poniżej to zdjęcie:

Patrzyłam zdumiona! To właśnie to zdjęcie, obrazek mam w Biblii. To w Niego się wpatruję. W TO spojrzenie… oczy. To JE kontempluję. „Dzienniczek” s. Faustyny czytałam już dawno, kilka lat temu. I szczegółów, poszczególnych cytatów nie pamiętam.
Spojrzenie takie jako spojrzenie z krzyża…
To teraz wiem dlaczego ONO mnie uzdrawia, zmienia. Już wiem…
Category: (NIE) MOJE MYŚLI
Tak, na każdym obrazie Jego wzrok jest zachwycający 🙂
Trochę historii:
Wizerunek Jezusa Miłosiernego autorstwa Eugeniusza Kazimirowskiego jest pierwszym obrazem Jezusa Miłosiernego, namalowanym w Wilnie w czerwcu 1934 roku. Ukończone dzieło zostało umieszczone w ciemnym korytarzu w klasztorze sióstr bernardynek przy kościele św. Michała. W dniach 26-28 kwietnia 1935 roku, w planowane święto Miłosierdzia po raz pierwszy został ukazany światu nowy wizerunek ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Zbawiciela. Miało to miejsce w sanktuarium Ostrobramskiej Matki Bożej Miłosierdzia. Po zakończonych uroczystościach obraz powrócił do klasztoru sióstr bernardynek, skąd był użyczany do dekoracji ołtarzy na procesjach Bożego Ciała. Dnia 4 kwietnia 1937 roku po wydaniu pozytywnej opinii przez rzeczoznawców, za pozwoleniem metropolity wileńskiego abpa Romualda Jałbrzykowskiego, obraz został poświęcony i umieszczony w kościele p.w. Św. Michała w Wilnie.
W sierpniu 1948 komunistyczne władze skasowały klasztor bernardynek, zamknęły świątynie, a jej wyposażenie wraz z obrazem przewieziono do czynnego wówczas kościoła Ducha Świętego i umieszczono za głównym ołtarzem. Stamtąd prawdopodobnie w 1949 roku został zabrany przez ks. Józefa Grasewicza i umieszczony w kościele w Nowej Rudzie koło Grodna. Obrazowi domalowano podpis: Jezu, ufam Tobie i zawieszono go wysoko. W 1970 roku z kościoła wywieziono całe ruchome mienie do świątyni w Porzeczu. Pozostał w nim tylko obraz Jezusa Miłosiernego gdyż nastręczało trudności jego zdjęcie. W 1986 roku potajemnie podmieniono go, instalując kopię, a oryginalny obraz został przewieziony do Wilna. Po dokonaniu koniecznej konserwacji, obraz pojawił się w 1987 roku w bocznym ołtarzu świątyni Ducha Świętego. W 2005 roku został przeniesiony do kościoła Trójcy Świętej w Wilnie, który stał się diecezjalnym Sanktuarium Miłosierdzia Bożego.
Najbardziej rozpowszechnionym wizerunkiem Jezusa Miłosiernego jest obraz pędzla Adolfa Hyły z sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach. Artysta malował wizerunek na podstawie opisu siostry Faustyny zawartego w Dzienniczku. Pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego został poświęcony 7 marca 1943 roku.
Ponieważ nie mieścił się on w ołtarzu, dlatego przełożona klasztoru m. Irena Krzyżanowska zamówiła u Hyły drugi obraz pasujący do kształtu wnęki bocznego ołtarza. Równocześnie do tej kaplicy u lwowskiego malarza Stanisława Batowskiego zamówiła obraz przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia m. Michaela Moraczewska. Kardynał Adam Sapieha zadecydował, iż to obraz Hyły zostanie umieszczony w ołtarzu. 16 kwietnia 1944 roku został poświęcony nowy obraz, który wkrótce zasłynął łaskami. W pierwotnej wersji w tle postaci Pana Jezusa namalowany był łagiewnicki pejzaż. Pod wpływem korespondencji z ks. M. Sopoćko Artysta zamalował pejzaż rysując pod stopami Chrystusa posadzkę i ciemnozielone tło. W 1950 roku po Notyfikacji Stolicy Apostolskiej zabraniającej szerzenia kultu w formach przekazanych przez siostrę Faustynę, gdy z wielu kościołów usuwano obrazy Jezusa Miłosiernego, w kaplicy klasztornej w Łagiewnikach, dzięki decyzji abpa Eugeniusza Baziaka, obraz ten na stałe pozostał w ołtarzu. Obraz Jezusa Miłosiernego cieszy się wielka popularnością. Pielgrzymują do niego ludzie z całego świata, by błagać o potrzebne łaski dla siebie i innych. 7 czerwca 1997 roku modlił się przed nim papież Jan Paweł II a 26 maja 2006 roku Ojciec Święty Benedykt XVI.
źródło: http://www.milosierdzie-boze.strefa.pl/04.MilosierdzieBoze/2.obrazyjezusamilosiernego.htm
To Oblicze, które masz w tle bloga, pochodzi z obrazu A. Hyły. Natomiast Pan Jezus mówiąc do św. Faustyny „Spojrzenie moje z tego obrazu jest takie jako spojrzenie z krzyża.” pewnie miał „na myśli” ten obraz oryginalny, tworzony przez E. Kazimirowskiego pod nadzorem Świętej Siostry Faustyny. bo wtedy on powstawał.
„Zadanie postawione przez Jezusa (Wymaluj obraz) było dla s. Faustyny po ludzku po prostu niewykonalne. Święta nie posiadała podstawowych umiejętności plastycznych, ale mimo to chciała być posłuszna woli Jezusa. O pomoc zwróciła się do spowiednika, ale ten starał się ją raczej uspokoić. Powiedział: Maluj obraz Boży w duszy swojej. Zaraz po odejściu od konfesjonału s. Faustyna usłyszała wewnętrznie nalegające słowa Jezusa, jeszcze wyraźniej formułujące polecenie. Jezus powiedział: Mój obraz w duszy twojej jest. Ja pragnę, aby było Miłosierdzia Święto, chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, żeby był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być Świętem Miłosierdzia. Miał to być zatem prawdziwy obraz wymalowany pędzlem. Siostra Faustyna wielokrotnie podkreślała na kartach Dzienniczka, że Jezus sam mówi do niej przez spowiednika. Tym razem między słowami spowiednika a Jezusa zachodzi rażąca sprzeczność, która z pewnością boleśnie odbija się w sercu posłusznej zakonnicy. W ten sposób Jezus dopuszcza na swoją oblubienicę próbę, by jeszcze bardziej udoskonalić jej wiarę i ufność, jak złoto, które przecież próbuje się w ogniu. Każde żądanie Jezusa s. Faustyna przypłaca osobistym cierpieniem. Trzy lata pobytu w Płocku znaczone są przynagleniami ze strony Jezusa, by malować obraz, i niedowierzaniem – ze strony spowiedników i przełożonych.
Matka Różą Kłobukowska, ówczesna przełożona domu płockiego, a późniejsza przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, była w swoim postępowaniu wobec s. Faustyny bardzo ostrożna. Wysłuchawszy dziwnej relacji młodej profeski chciała, by Jezus dał wyraźnie poznać przez jakiś znak. Ślubowane posłuszeństwo każe s. Faustynie prosić Jezusa o znak na świadectwo dla przełożonych, co spotyka się z natychmiastową odpowiedzią Zbawiciela: Dam poznać przełożonym przez łaski, których udzielę przez ten obraz. W efekcie s. Faustyna otrzymuje od matki Róży farby i pędzel. Pozostała w aktach procesu beatyfikacyjnego notatka, że próbowała sama namalować obraz, a nie mogąc sobie poradzić, szukała pomocy u współsióstr. Siostra Bożena zeznała, że s. Faustyna pytała ją, czy umie malować, gdyż potrzebuje obrazka, na którym jest przedstawiona osoba Pana Jezusa i jest gotowa wytłumaczyć, jak miałby wyglądać. Jednakże s. Bożena, podobnie jak s. Faustyna nie posiadała potrzebnych umiejętności. W dobroci serca chciała ofiarować współsiostrze jakiś obrazek z Panem Jezusem, skoro był jej tak potrzebny. Tajemnica s. Faustyny, choć tak starannie ukrywana, stopniowo zaczyna się ujawniać. Nawet w mieście widziano niezwykłe promienie wychodzące z klasztornego okna.
Przeniesiona na trzecią probację do Warszawy [Faustyna]nie przestaje nadal myśleć o nie wykonanym do tej pory nakazie Jezusa. Tak o tym pisze: Kiedy miała raz dyżur w nocy, a byłam tak cierpiąca w duszy z powodu (…) malowania tego obrazu, że już nie wiedziała czego się trzymać, ustawiczne wmawianie, że to jest złudzenie, to znowuż jeden kapłan powiedział, że może Bóg właśnie chce przez ten obraz cześć odbierać, więc trzeba się starać o to malowanie (…). Zbliżyłam głowę swoją do tabernakulum i zapukałam i rzekłam: Jezu, patrz jak wielkie trudności mam z powodu (…) malowania tego obrazu i usłyszałam głos z tabernakulum: córko Moja, jak niedługo trwać będą cierpienia twoje. Także w Warszawie przekonała się s. Faustyna, jak wielkie w oczach Bożych jest to zadanie, które zleca jej Jezus: Nagle ujrzałam Pana, który mi powiedział: wiedz o tym, że jeżeli zaniedbasz sprawę malowania tego obrazu i całego dzieła miłosierdzia, odpowiesz za wielką liczbą dusz w dzień sądu (…) i powiedziałam Panu: wszystko uczynię, co będzie w mojej mocy, ale Cię proszę: Ty zawsze bądź ze mną (…) .
Po trzech latach bezowocnych zabiegów o malowaniu obrazu, niezrozumienia ze strony otoczenia i strać z własną słabością, s. Faustyna po złożeniu ślubów wieczystych została przeniesiona do Wilna. Tu w księdzu Michale Sopoćce – wileńskim spowiedniku sióstr Matki Bożej Miłosierdzia – rozpoznaje zapowiadaną wcześniej przez Pana Jezusa i ukazywaną w wizji pomoc Bożą. On ci pomoże spełnić moją wolę na ziemi – zapewniał Pan Jezus. Ksiądz Sopoćko tak opisuje to pierwsze spotkanie z s. Faustyną: poznałem Faustynę w r. 1933, która od razu powiedziała, że zna mię od dawna i że mam być jej kierownikiem oraz ogłosić światu o miłosierdziu Bożym. Zapisy w Dzienniku ks. Sopoćki i korespondencja z s. Faustyną odkrywają ogrom wysiłków tego kapłana, włożonych w urzeczywistnienie poleceń Jezusa, przekazanych mu przez – jak się przekonał – świętobliwą penitentkę. Początkowo jednak nie dowierzał, badał zgodność słów s. Faustyny z nauką Kościoła, zasięgał opinii o niej u lekarza i przełożonych.
Sprawę malowania obrazu tak ks.Sopoćko ujmuje w swoich Wspomnieniach z przeszłości: Wiedziony raczej ciekawością jaki to będzie obraz, niż wiarą w prawdziwość tych widzeń, prosiłem artystę malarza Eugeniusza Kazimirowskiego o namalowanie go. Początkowo jednak ks. Sopoćko był zdecydowany, by oddać namalowanie tego obrazu w ręce siostry bernardynki, o której wiedział, że posiada warsztat malarski. Jezus jednak był innego zdania. Siostra Faustyna zapisał: Kiedy rozmawiałam z pewna osobą, która miała namalować ten obraz, ale dla pewnych przyczyn nie malowała go, usłyszałam podczas rozmowy z nią taki głos w duszy: pragnę, żeby była posłuszniejsza. Tak więc godnym malowania obrazu okazał się artysta malarz Eugeniusz Kazimierzowski. W chwili gdy rozpoczynał pracę nad obrazem miał 61 lat, był znanym i cenionym malarzem, członkiem Towarzystwa Niezależnych Artystów. Jego wykształcenie obejmowało pięcioletnie studia w Krakowie w pracowniach Łuszczakiewicza, Axentowicza i Wyczółkowskiego. Jako stypendysta przebywał we Lwowie, a następnie w Monachium i Paryżu. Swoje kwalifikacje pogłębił w jeszcze w Akademii św. Łukasza w Rzymie. Jego dorobek artystyczny stanowiły przede wszystkim portrety i pejzaże, ale sięgał także po tematy religijne 18. Zrządzenie Opatrzności sprawiło, że w 1934 r. ks. Sopoćko mieszkał przy klasztorze Sióstr Wizytek. Piętrowy dom znajdował się w ogrodzie owocowym – ul. Rossa 2. Ks. Sopoćko zajmował mieszkanie na piętrze, natomiast na parterze mieszkał przezacny Eugeniusz Kazimierzowski, artysta malarz, który wykonał zamówiony (…) obraz Najmiłosierniejszego Zbawiciela według wskazówek s. Faustyny.
Ksiądz Sopoćko częściowo wtajemniczył malarza w misję s. Faustyny i zobowiązał go do milczenia. Malowanie rozpoczęło się 2 stycznia 1934 r. od tego dnia s. Faustyna odwiedzała pracownię malarską przynajmniej raz w tygodniu. W czasie wizyty poprawiała robotę, wskazywała błędy, dopowiadała szczegóły. W malowaniu obrazu czynnie uczestniczył także ks. Sopoćko, który widząc niezadowolenie s. Faustyny z powstającego dzieła sam – na prośbę malarza – pozował ubrany w albę przepasaną sznurem. Siostra Faustyna – zapisał po latach ks. Sopoćko – uskarżała się, że obraz nie jest tak piękny jak w widzeniu, ale Zbawiciel miał powiedzieć, że wystarczy, jaki jest.
Bardzo wymowna jest rozmowa s. Faustyny z Panem Jezusem na temat obrazu: „rzekłam do Pana: Kto Cię wymaluje tak pięknym jakim jesteś? – Wtedy usłyszałam takie słowa: nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej.”(Dz.313)
Przed E. Kazimirowskim, mimo posiadanych przez niego umiejętności i pomocy s. Faustyny, stanęło wyjątkowo trudne zadanie. Malowanie pod dyktando oznaczało rezygnację z własnej artystycznej wizji, przekreślenie siebie na rzecz rzetelnego przekazu tego, o czym relacjonował s. Faustyna. Ks. Sopoćko podkreślał, że Kazimirowski wykonał zamówienie ściśle według wskazówek s. Faustyny. Półroczne malowanie (do lipca 1934 r.) stało się okazją do bardziej wnikliwego odczytania treści obrazu. Sporne kwestie rozstrzygał sam Jezus. Mówił do s. Faustyny: spojrzenie moje z tego obrazu jest takie, jako spojrzenie z krzyża”.(źródło: http://www.jezuufamtobie.pl/obraz_pj.php).
Dlaczego mnie to nie dziwi 🙂