Trwałam przed Umiłowanym mego serca… dziękowałam za miniony rok, trudny, ale też pełen Cudów. Jego Cudów (kilka dni temu jedno Cudo po raz pierwszy świadomie się do mnie uśmiechnęło od ucha do ucha i powiedziało „a guuu”… 🙂 ). Dziękowałam za moje duchowe Dzieci, oddawałam ich Jego Sercu… A przede wszystkim trwałam w uwielbieniu… W Jego Miłości.
On patrzył we mnie… Miłość sama.
„Ukochany mój!” – wyrwało mi się prosto z serca.
„Umiłowana, robaczku mój”.
Trwaliśmy tak długo we wzajemnej miłości i ofiarowaniu.
Ofiara rodzi się z i w miłości
Category: (NIE) MOJE MYŚLI
Szczęśliwy, kto tak jak Ty ma taką bliską relację z Panem Jezusem 🙂