Od jakiegoś czasu co dzień budzę się nad ranem i odmawiam Różaniec (pisałam tu o tym już kilka razy). Dziś pomyślałam, że to Ukochany mnie budzi… 🙂 I tak sobie rozmawiamy z Nim i z Jego i moją Mamą. Tak, to rozmowa. Wyobrażam sobie wtedy, że układam bukiety kwiatów, róż. Madonnie. Na Jasnej Górze, w w Jej Kaplicy, przy Obrazie. Może to dziwne wyobrażenie, ale tak jest… 🙂 Więc budzę się kiedy jest jeszcze ciemno, uśmiecham się do Jezusa i zaczynam układać bukiety Maryi. Każde „zdrowaś” to jedna róża. Ofiaruję Jej razem z cierpieniem za moje duchowe dzieciątko, Synów i Córki, a od kilku dni także w intencji pewnej dziewczynki, Rozalki. Nie liczę ani „zdrowaś” ani dziesiątek Różańca. Dziś np. odmówiłam chyba 5 dziesiątek. Troszkę poleżałam i zaczęłam jeszcze, aż mama po mnie przyszła. „Dla Madonny”- pomyślałam.
I kiedy tak odmawiałam, usłyszałam znajomy Głos: „pragnę… pragnę przyjść do ciebie!” „Przyjdź, Panie. Tęsknię…” – wyszeptałam i dalej modliłam się na Różańcu.
Potem, kiedy wpatrywałam się w oczy Ukochanemu, zauważyłam, że ma On inne spojrzenie niż wczoraj. Powiedziałam Mu o tym. „Jezu, nie wiem czy tylko mi się wydaje, ale patrzysz we mnie codziennie inaczej”.
„Patrzę w ciebie jak chcę. Jak tego potrzebujesz”.
Jak tego potrzebuję… nie potrafię określić tego Jego spojrzenia, tych oczu… Jedno wiem. Ono, spojrzenie, mnie leczy, podnosi, uzdrawia, zmienia mnie, nawraca… Czule, troskliwie, łagodnie, ale jednocześnie stanowczo i konsekwentnie.
„Jesteś moim Panem, Zbawicielem i Ukochanym”.
„A ty moim robaczkiem”
Powiedział to z tak wielką miłością, że trudno wyrazić…
Piękna relacja Stwórcy ze stworzeniem 🙂