Obudziłam się jak zwykle nad ranem i zaczęłam układać bukiety dla Maryi. Gdy tylko zaczęłam, Usłyszałam Jego głos.
„Oto jestem, umiłowana Moja, najdroższa, ulubiona!”
Milczałam, nie wiedząc co Mu odpowiedzieć. Byłam onieśmielona… Po chwili jednak szepnęłam: „Czekałam, Panie…”
On kontynuował… „Teraz poślubiam twoje serce! ”
„A ja Twoje, Umiłowany”- powiedziałam nieśmiało.
„Od teraz jesteś Moją na wieki!”
Milczałam rozpromieniona i szczęśliwa.
„jak wygląda Niebo?”- spytałam po chwili.
„Niebo to Ja”.
„W takim razie jestem w Niebie!”.
„JA należę do ciebie a ty do Mnie”.
Głos umilkł a ja dalej układałam kwiaty…
Wszystko wydarzyło się cicho i w ciemności, ale we mnie zapanowała wielka jasność i pokój. Byłam Jego. Jestem Jego. Na wieki!
Potem wpatrywałam się w NIEGO, w mojego Oblubieńca… On patrzył we mnie. Trwaliśmy tak długo. Nie trzeba było słów. Wystarczyła MIŁOŚĆ.
On jednak odezwał się do mnie.
„Wpatruje się w twoje serce. Należy do Mnie. Teraz mogę w nim działać bez ograniczeń. Obsypię cię łaskami. Poznasz tajemnice Mojego Serca. Umiłowana Moja!””
Na koniec proszę, pomódlcie się ze mną. I za mnie. Tak układam bukiety Madonnie… a właściwie podobnie. Szeptem.