Gdy skończyłam układać kwiaty Maryi, usłyszałam głos: „Kto Mnie wpuści? Kto obdarzy Mnie miłością? Kto pozwoli Mi się pokochać? Chodzę i pukam do ludzkich serc. I żebrzę. O miłość…” – głos był… trudno mi go określić. Smutny, bardzo smutny… rzewny, ckliwy. Skarżący się. Przypominał… wiatr. Tak, łagodny wiatr. „Pragnę niewiele, miłości jedynie”.
„W moim sercu zawsze znajdziesz miłość…” – pomyślałam smutno.
„Serca Moich oblubienic są dla Mnie ukojeniem. W nich odpoczywam. Ale chcę mieć jak najwięcej takich serc. Więc pukam i żebrzę. I często odchodzę odepchnięty i odrzucony. A odrzucając Mnie, odrzucają Moją Miłość”.
Było mi smutno, bardzo smutno…
Wpatrując się w Jego oczy, rozważałam dzisiejszą Ewangelię. Przyprowadzili do Jezusa niewidomego, prosząc, żeby go dotknął. Pewnie oczekiwali szybkiego cudu. Może i sam niewidomy go oczekiwał. Tymczasem Jezus robi coś innego. Bierze ślepca za rękę… i prowadzi. Chory nie wie co się dzieje, nie wie gdzie idzie i może do końca nie wie Kto go prowadzi. Ale ufa. Nie wiadomo ile czasu idą, pewnie długo. Może o czymś rozmawiają, może idą w milczeniu. W każdym razie Jezus prowadzi… „poza wieś”. Na ubocze. I tam powoli, etapami uzdrawia. Robi to bardzo delikatnie, czule. Z miłością. Puka do serca człowieka… I on w końcu widzi wyraźnie.
Patrzyłam w Ukochanego… On patrzył we mnie łagodnie.
„Żeby zobaczyć wyraźnie, trzeba najpierw Tobie zaufać i pozwolić się poprowadzić”.
„Mów o tym, pisz o tym robaczku. I pisz o Mojej Miłości”.
„Jeśli trzeba schodzić
zrzuć na mnie wszelkie dobra świata,
a zejdę dużo łatwiej.
Ale, jeśli trzeba się wspinać,
oczyść mnie ze wszystkiego i ze mnie samego,
abym był lekki.
Jeśli trzeba schodzić
napełnij mojego ducha szybkością i wiatrem,
niech mnie ogarnie chęć sukcesu i chwały!
Ale jeśli trzeba się wznosić
uzbrój mnie w cierpliwość i siłę
i nie pozwól oglądać się wstecz.
Pozwól mi, Panie, dokonać dobrego wyboru
miedzy miłością własną, a miłością bliźniego;
między miastem ziemskim, a miastem niebiańskim.
Pozwól mi zobaczyć za skrzyżowaniem
co kryje się na końcu podróży.
Chciałbym wybrać wszystko:
światło w górze i na dole;
ale nie można służyć dwóm panom.
-Dlaczego jestem rozdarty, Panie,
zaproszony do ogrodów Edenu
i wystawiony na moją słabość wobec zakazanego owocu?
Gdybyś jeszcze mnie prowadził na smyczy,
jak dziecko pozbawione wolności;
gdybyś chociaż karał mnie za błędy
….ale Ty jesteś dobrocią!
Szeroka droga jest taka łatwa!
Dlaczego prosisz mnie o wysiłek i cierpienie,
żebym stał się szczęśliwy?
Wiem, czego pragniesz, Panie: mojej miłości.
Miłość jest moim jedynym wyborem i moim jedynym cierpieniem,
bo ona jest darem.
Kiedy wybieram Ciebie, wybieram wszystko,
bo wszystko pochodzi od Ciebie!”
ks.Hilaire Leonard Etienne
Darek Ossowski liked this on Facebook.