Obudziłam się w nocy i zaczęłam układać bukiety Madonnie. Kiedy się modliłam, usłyszałam głos, dziwny… przypominał grzmoty.
„Jam jest twój Bóg, Skała Zbawienia! Jam jest twój Oblubieniec. Twój Ukochany. Przyjaciel. Schroń się we Mnie. Wejdź we Mnie. Ja cię obronię. Moja najdroższa, umiłowana Moja!”
Ułożyłam bukiecik i chyba przysnęłam. Nie wiem. Kiedy otworzyłam oczy było jeszcze ciemno, zaczęłam się modlić dalej, w jednej, szczególnej intencji. Ogarnął mnie ból, ale nie fizyczny. Bolało mnie serce, dusza…
Modliłam się i modliłam. I zobaczyłam obraz, bardzo piękny i przejmujący… nie będę go opisywać. To zbyt osobiste, zbyt trudne dla mnie. Powiem tylko, że dotyczył on jednego z moich duchowych Dzieci. Zachowam ten obraz w sercu…
Wpatrywałam się w Umiłowanego.
„Błogosławię ci, robaczku, błogosławię”.
„Kocham Cię i ufam Tobie Jezu” – powiedziałam do Niego.
Patrzyliśmy w siebie długo…
„Obdarzam cię Moimi łaskami” – usłyszałam w głębi serca.
„I moje Dzieci…? Proszę…”
„Twoje Dzieci także”.