Pustynia, dzień 39.
I znów nie wiem jak to opisać 🙂 Słów mi brakuje. Mój Ukochany jest niesamowity!
A więc po kolei.
Obudziłam się nad ranem i jak zwykle zaczęłam układać bukiety. Dla Maryi. Odmawiałam Różaniec. Kiedy prosiłam:
O Mój Jezu , przebacz nam nasze grzechy, zachowaj Nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego Miłosierdzia.”
Nagle zalała mnie wielka, ogromna fala miłości. Całą. Dosłownie.
Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Czułam się pusta, słaba, grzeszna bardzo, ale jednocześnie cała zanurzona w Miłość. Przerwałam modlitwę, i tak trwałam. W Miłości. Nie modliłam się, ale jednocześnie… nie wiem… tak jakbym się modliła.
Dziwnie… nie miałam nic, a jednocześnie miałam wszystko. Byłam wolna. I tak trwałam… pełna ufności. Aż zasnęłam.
Wpatrywałam się w Ukochanego… On patrzył we mnie.
Patrzeliśmy w siebie długo… 🙂
„Co TY ze mną robisz, Umiłowany?” – uśmiechnęłam się do Niego.
Patrzył we pogodnie i… uśmiechał się tajemniczo.
„Czy coś cię boli, Mój robaczku?”- spytał.
Zrozumiałam, że nie pyta o ciało. Bolało jak zwykle. Pytał o wnętrze. I wtedy…. uświadomiłam sobie, że nic mnie nie boli, nie uwiera, nie przeszkadza.
„Nie!”
Było mi dziwnie lekko, byłam szczęśliwa i pełna pokoju.
Ukochany nadal uśmiechał się tajemniczo.
„Nauczę cię latać, chcesz?”- zapytał.
„A chcę!”- roześmiałam się serdecznie.
Wiem, że to brzmi to irracjonalnie, ale Mu wierzę. I wiem, że mnie nauczy… latać.
Piękne są Wasze rozmowy i Wasza relacja 🙂 jeśli Ukochany nauczy Cię latać, to będziecie trzymali się za ręce…i latali. 🙂
Chyba to nie o to chodzi, Olu 🙂
W każdym razie życzę Ci udanej niedzieli 🙂
Dziękuję! Nawzajem Olu! 🙂