I jak to odpisać! Znowu słów brakuje!
Wpatrywałam się w Ukochanego… Siadałam do modlitwy z nastawieniem adoracji, wielbienia Go.
Kiedy już zaczynałam, On mi przerwał, mówiąc:
„Oto teraz, robaczku, schodzę do twojej otchłani, na dno twojego jestestwa. I wydobywam to, co w tobie martwe, umarłe. Wydobywam i ożywiam. Daję życie. To potrzebne, żebym mógł cię nauczyć latać”.
Patrzyłam oniemiała… Radosna, szczęśliwa!
Jezus uśmiechnięty mówi dalej.
„Pamiętasz robaczku co powiedziałem na samym początku naszych spotkań?”
„Jak mogłabym zapomnieć, Panie… Powiedziałeś, że jestem piękna w Twoich oczach” – szepnęłam zawstydzona.
„Tak! I powiem więcej! Piękniejesz coraz bardziej. Kwitniesz! Jesteś coraz piękniejsza!”
„Tylko dzięki Tobie, Umiłowany!”
Zaczęłam Mu dziękować, wielbić, adorować.
„Ukochany mój, Piękny mój, najlepszy, najdroższy mój! Skarbie mój!”
A… w sercu słyszałam…
„Umiłowana Moja! Piękna Moja, najdroższa! Oblubienico Moja!”
On… adorował… mnie!
I jeszcze powiedział”
„Pragnę mieszkać w sercach ufnych, pokornych, czystych, dziewiczych. Twoje serce takie jest!”
Byłam w szoku. I ciągle jestem…
Z OTCHŁANI
Category: (NIE) MOJE MYŚLI