Nad ranem kiedy układałam bukiety Madonnie zobaczyłam obraz… Zobaczyłam stado świń, które coś deptały, niszczyły. Nie widziałam tego, bo było brudne, ukryte w błocie i nieczystościach. Nie widziałam, ale podświadomie wiedziałam co to było. To była perła. Co więcej, coś/Ktoś mi mówiło, że tą perłą jestem ja…
„Tak, tak właśnie wyglądam, cała w błocie i nieczystościach. To cała prawda o mnie. Brudna, nędzna i grzeszna”- pomyślałam. Zaczęłam się upokarzać, przepraszać Ukochanego za to jaka jestem.
Potem zobaczyłam przecudną koronę, wysadzaną drogocennymi kamieniami, diamentami, była też jedna, mała perła.
„Jesteś perłą w Moim diademie, robaczku!” – usłyszałam.
Byłam zdumiona! Przecież widziałam siebie wśród świń i nieczystości!
„Kto się poniża, wywyższony będzie” – usłyszałam znowu.
Dziś było inaczej niż zwykle. Kiedy zaczęłam się wpatrywać w Ukochanego, zdawało mi się, że koniecznie chce mi coś powiedzieć. Nie myliłam się.
„Pragnę się podzielić z tobą Moją tajemnicą, kochany robaczku”.
Słuchałam z zapartym tchem a On kontynuował:
„Nazywam cię <robaczkiem>, bo prosiłaś Mnie o to, ale naprawdę jesteś Moją drogocenną perłą. Drogą i drogo okupioną”.
Trwałam w zdumieniu, dziękczynieniu i uwielbieniu…
Jestem Jego perłą… Niesamowite!