Dziś notki miało nie być. Gorzej się czuję i w ogóle sił brak. Ale jednak… 🙂 spróbuję.
Wpatrywałam się w Ukochanego… w Umiłowanego mojego. Był promienny i jasny.
„Jezu, kocham Cię” – szepnęłam.
„Trwaj w Miłości Mojej”.
Patrzyliśmy w siebie dalej, bez słów. Naraz twarz Jezusa zmieniła się. Stała się cierpiąca bardzo, zniekształcona, poraniona, poobijana.
Trwałam przed NIM, przy NIM dalej… jak oblubienica przy Umiłowanym. Trwałam… cierpiałam z NIM.
Po chwili Jego twarz znów stała się jasna i promienna.
„Zostałaś ze Mną, Weroniko. Trwasz”.
„Tak”.
Category: (NIE) MOJE MYŚLI