Trudno jest pisać o cierpieniu. O swoim cierpieniu. Ale może kiedy o nim piszę, oswajam z nim innych. Więc troszkę napiszę. Właściwie nie o samym cierpieniu, ale o tym jak je odbieram i co się z nim wiąże.
Wczoraj leżałam w łóżku obolała bardzo. Cierpiąca. Bezsilna i bezradna. Na dnie. Ogołocona. Ból i pustka. Jednak w tej całej bezradności i pustce KTOŚ jeszcze był. Był ze mną. Przytuliłam się do Jego Serca i ofiarowywałam.Wtulił mnie w Siebie… Trudno to opisać. Było mi z Nim, przy Nim… dobrze (to zbyt małe słowo, zbyt proste, ale innego nie znajduję). Nawet ból nie przeszkadzał. Pomyślałam, że przecież jestem karmelitanką. Jestem Jego. I czułam się cała w JEGO ramionach.
Dziś podczas Mszy św. też ofiarowywałam. I po przyjęciu Komunii św., trwałam w dziękczynieniu. Usłyszałam w głębi serca głos: „Mieszkam w sercach wiernych i czystych. Mieszkam w twoim sercu, robaczku”.
Potem wpatrywałam się w Umiłowanego. Cierpiącego w ikonie.
„Jezu pragnę być żertwą ofiarną, miłą Tobie. Przyjmij, proszę moją ofiarę”.
„Jest ona miłą dla Mnie i przyjmuję. Bo nie chcesz nic w zamian”.
„W zamian?? Ofiaruję bo Cię kocham, bo TY mnie kochasz”.
BO MNIE KOCHASZ
Category: (NIE) MOJE MYŚLI
Dziś Dzień Dziecka. Jesteśmy dziećmi Ojca w Niebie, więc przyjmij proszę z tej okazji najlepsze życzenia. Szczęścia, zdrówka, wielu łask Bożych.
W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: „Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?” On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. Mt 18, 1-5 🙂