Dziś także notka będzie długa 🙂 Tego nie da rady opowiedzieć krótko. Zastanawiałam się jak opisać to dzisiejsze wydarzenie i doszłam do wniosku, że opiszę je w formie modlitwy. Przecież rozmawiałam o nim z Ukochanym. I On też mnie zaskoczył, nie mniej niż samo zdarzenie.
Siedziałam więc na podwórku i wpatrywałam się w Niego, ucieszona bardzo. I opowiadałam Mu. On rozpromieniony słuchał.
„Ksiądz Adam nie odpuścił – mówiłam śmiejąc się – naprawdę chce, żebym namalowała dla niego obraz! Myślałam, że to zwykła kurtuazja z jego strony, że mówił ot tak, żeby mi sprawić przyjemność. Ale nie. Chce. I to jaki! Chce CIEBIE. Obraz Jezusa Miłosiernego!”
Jezus patrzył we mnie czule.
Zaczęłam rozmyślać, opowiadałam Mu nadal:
„Ksiądz odwiedził mnie dwa lata temu, po 15 latach niewidzenia. Powiedział wtedy jakby mimochodem, że chciałby ode mnie obraz. Ale nie powiedział jaki chce. Dwa lata go nie było, myślałam, że może zapomniał. Tymczasem odwiedził mnie dzisiaj i od razu „na wejściu” 🙂 spytał czy namalowałam coś dla niego. Odpowiedziałam, że nie, bo nie wiem co mu namalować, nie wiem co by chciał.
Powiedział, że on wie co i zaraz mi coś przyniesie. I za chwilę przynosi i kładzie przede mną… Twój wizerunek! Byłam zdumiona!”
„To nie tylko on chce, żebyś Mnie namalowała. TO JA chcę! – usłyszałam.
„TY??! – aż krzyknęłam z radości – No tak! Powinnam się była domyśleć!”
Patrzeliśmy w siebie radośni.
Potem przeczytałam dzisiejszą Ewangelię i zaczęłam rozmyślać o niej.
„Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.
„Dobre uczynki…” – pomyślałam.
Przypomniałam sobie to, co ks. Adam powiedział mi dwa lata temu. Słowa te zapadły mi w pamięć… Kiedy po 15 latach niewidzenia się spytał czy go pamiętam, odpowiedziałam, że tak (swoją drogą jak miałam go zapomnieć. Kiedy szliśmy razem do kościoła, spotykaliśmy się często i po drodze rozmawialiśmy. Raz poprosił, żebym pomogła mu zrobić Grób Pański, zaprojektowałam, wytłumaczyłam jak się miesza kolory.Grób miał być brązowy. Ks. powiedział, że dobrze, że zrobi. Jak skończył, powiedział, żebym pojechała zobaczyć. Pojechałam. Grób był… tęczowy). 🙂
Zdziwiłam się, że on mnie pamięta.
-Ja miałbym cię zapomnieć? – zdziwił się ks Adam – ja o tobie w kazaniach mówię. Służysz mi za przykład. Kiedy ktoś do mnie przychodzi i zaczyna narzekać, biadolić, opowiadam mu o tobie. A potem pytam: „chciałbyś się zamienić?”
Tak sobie rozmyślałam… Co ks. Adam może o mnie powiedzieć? Dwa lata był wikarym w naszej parafii, potem 15 lat mnie nie widział… Owszem, widział wózek, widział mnie często w kościele, czasem rozmawialiśmy. „Czy to wystarczy, żebym była przykładem?”- spytałam Ukochanego.
„Widział także twój uśmiech, robaczku”.
„O tak! Uśmiech widział często”- roześmiałam się.
„To wystarczy, żeby być światłem”.