Wjechałam do kościoła, zrobiłam znak krzyża.
„Witaj Ukochany Jezu!”
„Witaj miła Moja!”
Przedstawiłam Mu intencje, z którymi przychodzę na tę Mszę św. Przychodzę Go przepraszać za moje słabości i grzechy, prosić za moje Dzieci. I prosić, żeby złączył moją maleńką ofiarę ze swoją Najświętszą Ofiarą.
„Twoja ofiara robaczku jest miłą dla Mnie”.
Ucieszyłam się bardzo…
Po przyjęciu komunii św., trwałam w dziękczynieniu. Zapewniałam Go o swojej miłości i cieszyłam się, że zechciał przyjść do mego serca.
„W sercu twoim odpoczywam i znajduję wytchnienie”.
„W moim sercu? – zdziwiłam się – brudnym i poranionym?”
„Moje Serce tez jest zranione – usłyszałam – rany twoje otwieram i zalewam oliwą Mojej Miłości. A wszelki brud oczyszczam”.
„Dziękuję… oczyszczaj mnie, proszę”.
Potem wpatrywałam się w Jego Oblicze…
„W sercu twoim odpoczywam i znajduję wytchnienie” – powiedział raz jeszcze, jakby chciał mnie o tym zapewnić…
Patrzył we mnie promienny.
„Boli Jezu… pragnęłabym ukryć się w Twym Sercu… Mogę?”
„Tulę cię w Nim”.
„Cierpię. Bądź uwielbiony w moim cierpieniu” – wyszeptałam.
L. Puza
Wokół mnie tylu ludzi,
śpieszą się, gnają, pędzą.
Mają szare twarze,
młode, stare, ładne, brzydkie.
Gonią wiatr, ułudę,
mają puste oczy, bez życia.
Stoję, uśmiecham się do nich,
chcę im przekazać Twój uśmiech Boże.
Dziwią się, że można tak stać.
Na chwilę gdzieś budzi się w nich nadzieja, ale…
Wracają do gonitwy za wiatrem – bo bezpiecznie,
bo to już znają.
A ja stoję i uśmiecham się do Ciebie Boże.
Ja nie gonię już życia,
ja życie dostałam w prezencie
od Ciebie Jezu na zawsze.
Nie muszę się śpieszyć,
wieczność jest długa.
Człowieku!
Zatrzymaj się!
Zobacz uśmiech Boga!
Przyjmij prezent od Niego!
Jezus to życie,
nie musisz już nic robić,
Zatrzymaj się
…proszę.