Nie wiem jak to opisać… Nie tylko dlatego, że się gorzej dziś czuję i pisać trudno. Po prostu słów mi brakuje, bo zewnętrznie niby nic się nie wydarzyło. Natomiast wewnątrz mnie…
Siedziałam obolała i patrzyłam w Niego. A On we mnie. Promienny i jasny. Bardziej niż zwykle. Promieniał i miałam poczucie, że ja… też promienieję… w Jego Świetle.
Tak siedziałam, patrzyłam i patrzyłam. Nie mogłam oczu od Niego oderwać…
Czy byłam w Niebie? Tak, byłam.
„Kocham Cię, Mój Promyczku”.
„I ja Ciebie, Panie. Tańczę dla Ciebie”.
Patrzyliśmy w siebie dalej… Uśmiechnięci, zachwyceni sobą nawzajem.
Jego spojrzenie… tajemnicze i zwykłe zarazem. Bardzo bliskie.
„Czy mogę Cię prosić do tańca, Promyczku?”
„Tak!”
I porwał mnie do tańca! I tu zaczyna brakować mi słów. Niby siedziałam dalej, ale całe moje wnętrze tańczyło! Z NIM!
Tańczyliśmy… Trzymał mnie w Swoich Ramionach. I prowadził.
Naraz w drugim pokoju bratanek zaczął śpiewać:
Zwykła piosenka. Infantylna i pewnie kiczowata. Ale odebrałam ten śpiew Łajka jako znak od Ukochanego… 🙂