Wczoraj znów mnie wysłuchał. Prosiłam Go w intencji mojej duchowej Córeczki. I mnie wysłuchał. Wieczorem Mu dziękowałam. A w głębi serca słyszałam:
„Dla Ciebie wszystko, Promyczku!”
Mój Ukochany jest niesamowity!
Rano, gdy tylko się obudziłam, usłyszałam:
„Piękna jesteś oblubienico Moja! Jakże piękna!”
Uśmiechnęłam się do Niego… 🙂
„Dziękuję Umiłowany! A TY najpiękniejszy, najcudowniejszy!”
Potem zaprosiłam Go do mego serca. Przyszedł. I zanurzył w Sobie…
Dzisiejszej modlitwy nie będę całej opisywać. Po prostu nie da się tego zrobić. Słów brakuje.
„Witaj oblubienico Moja!”
„Witaj Umiłowany!”
Ucałowałam Go… Patrzył we mnie tak, że brak słów… Promiennie, świetliście, słodko, tkliwie. Wszystkie te określenia są niczym w porównaniu z tym jak ON patrzył… we mnie, słabą fizycznie (osłabioną) i zmęczoną.
„Przytulam Cię do Mojego Serca, kochany Promyku”.
I tak siedziałam przytulona… I wpatrywałam się w Niego. I patrzyłam i patrzyłam. A ON we mnie.
I tu zaczyna brakować słów… Bo jak opisać poruszenia serca, drgnienia? Tęsknoty i pragnienia? Nie da się.
I tak patrzyliśmy w siebie nawzajem, długo…
I On mi dawał siłę, umacniał. Był CAŁY DLA mnie!