Rano przyszedł do mojego serca. Wszedł Lew do komnaty Gołębia… Gołąb trwał w swoim Ukochanym. Nie bał się Go. W miłości nie ma miejsca na lęk, strach. A przecież Gołąb kochał swojego Lwa. I Lew kochał Swego Gołąbka. Bardzo kochał…
Wpatrywałam się w Ukochanego. Zmęczona, ale radosna.
„Witaj Umiłowany!”
„Witaj Kochana Moja! Gołąbku Mój ukochany!”
„Mój Lew!”- pomyślałam i ucałowałam Go.
Całe przedpołudnie malowałam Jego portret. I powoli zaczynał mi wychodzić. Był w prawdzie trochę inny od oryginału i w pierwszej chwili chciałam zmieniać, poprawiać. Potem jednak pomyślałam, że nie będę. Kto właściwie wie jak ON wygląda…? Jest tak bardzo piękny, że nikt tej Jego piękności nie odda. Poza tym Ten, którego maluję będzie Taki mój, osobisty, jedyny. I naprawdę przypomina mi Lwa… 🙂 I będę się starać namalować Go najpiękniej jak tylko potrafię..
Tak więc siedziałam przed NIM zadowolona, ale i zmęczona.
„Czego pragniesz, Promyczku?”
„Odpocząć…. w Tobie”.
„Odpocznij, tulę Cię do Mego Serca. Zanurzam Cię w Nim”.
Odpoczywałam… A On patrzył we mnie promiennie.
„Odpocznij Gołąbko. Tańczysz dla Mnie i wiem, żeś zmęczona”.