Leżałam w środku nocy, tańcząca bardzo. Próbowałam odmówić Koronkę. Kiedy skończyłam, Ukochany wypowiedział imię jednego z moich duchowych Dzieci i stwierdził fakt, niż spytał:
„Bardzo dużo Ci pomógł, Promyczku, prawda?”
„Tak i nadal pomaga”.
” Chce odejść, myśli o odejściu”.
„O odejściu z…? ”
„Tak.”
„Tylko nie to….”
„Chce. Jest wolny. może to zrobić”.
„Ale…”
„Nie mam wpływu na jego wolną wolę”.
„Ale masz wpływ na jego serce. Nakłoń proszę jego serce… Zrób to, proszę Ukochany! Dla swojego Promyczka! Przez wzgląd na Twoje Miłosierdzie!”
Cisza…
„Będę cierpieć za niego!”
„Nakłonię jego serce, Promyku. Wysłucham Twojej prośby!”
Dziękowałam…
„To bardzo dobry człowiek i Twój sługa”.
„Jest on jak niemowlę w Moich ramionach!”
Dziękowałam!
Pojechałam na Mszę św.. Modliłam się na Niej za moje Dziecko. Komunię ofiarowałam w jego intencji.
Po przyjęciu Komunii trwałam w uwielbieniu i dziękczynieniu. Jeszcze raz dziękowałam za wysłuchanie mojej prośby.
Wtem usłyszałam głos:
„Całuję Twoje serce, Oblubienico Moja!”
Patrzyłam w Niego cierpiąca bardzo… Widziałam, że ON też cierpi… Nie rozmawialiśmy jednak o cierpieniu.
Trwaliśmy w zjednoczeniu i w miłości.
I tu zaczyna brakować słów. Byłam w Niebie, po prostu.
Urywki słów, których opisywać nie będę. Poruszenia serca, olśnienia.
A nade wszystko szczęście, światło, cisza. I Miłość.
ON i ja!
Stare Dobre Małżeństwo – „Samotni jak gwiazdy”
(…) Choć Ty najlepiej wiesz
po co zsyłasz burzę
wiesz też kto cierpliwy
a kto już nie zdzierży dłużej
Ile jest cierpliwości
w Twej boskiej postawie
czasem tak nam trudno
Ty najlepiej wiesz mój Panie
A świat się kręci
coraz bardziej szalony
jakby wyrwał się nagle
spod wszelkiej kontroli