Nie mogłam spać. Leżałam cierpiąca. Wisiałam na krzyżu. Prosiłam Umiłowanego, żeby przyszedł do mego serca, żeby był ze mną…
„Przyjdź Ukochany! Serce mnie boli z miłości i tęsknoty za TOBĄ… Przyjdź do Swojej własności, do Swojej Komnaty!”
„Przyszedłem Kochany Promyczku. Całuję Twoje serce, uzdrawiam, leczę, odpoczywam w nim. I jestem z Tobą. Zawsze!”
Leżałam…. zanurzył mnie w Swojej Miłości.
„Nosisz w sobie Moje konanie. Konam w Tobie!”
Wisiałam tak z NIM na krzyżu całą noc.
Nie było łatwo, ale było PIĘKNIE.
„Witaj Umiłowany!”
„Witaj Miła Moja, Moja maleńka Perełko!”
Patrzył we mnie z wielką miłością….
„Zanurzam Cię w MOJEJ Krwi!”
Byłam zdumiona. Patrzyłam pytająco…
„Posłuchaj słów Mego sługi Dominika, a zobaczysz”.
„Dobrze, Ukochany!”
Patrzyliśmy w siebie długo. W miłości.