Dziś będę pisać o mojej duchowej Córeczce. Mam ich kilka więc nikt nie wie, o której piszę (oprócz NIEGO i wtajemniczonych 🙂 ). Ta Córeczka jest mi najbliższa, z wielu powodów. Gdybyście wiedzieli o kim piszę, nie dziwilibyście się mi.
Więc wczoraj leżąc już w łóżku, usłyszałam w sercu:
„Rodzisz swoją Córkę dla Nieba!”
Zdumiałam się!
„Więcej dowiesz się w nocy”.
Zasnęłam… Śniła mi się moja Córka. Jako małe dzieciątko. Trzymałam je na rękach. Ofiarowałam Je Madonnie, oddałam w opiekę. Madonna tuliła Je z wielką miłością. Potem oddała Je swojemu Synowi. A On wziął Je w ramiona, pieścił, całował, tulił do Serca. Ono uśmiechało się do Niego, szczęśliwe, radosne, bezpieczne…
Obudziłam się.
„To sen?” – spytałam Ukochanego.
„Sen ode Mnie”
Zaczęłam rozmyślać o moim Dziecku…
„Promyczku, spróbuj patrzyć na Nie Moimi oczyma”.
„A jak Ty Je widzisz, jak na Nie patrzysz?”
„Patrz!”
Zobaczyłam małą dziewczynkę z wielką kokardą we włosach i cudnym uśmiechem. Mam takie stare zdjęcie Córeczki, ma na nim około sześciu lat. Z wielką kokardą. Znam je.
Jednak… w tym obrazie, który zobaczyłam było coś co zobaczyłam pierwszy raz… coś nowego. Mianowicie ciepłe, jasne Światło, którym otoczona była dziewczynka. Światło i Miłość. Wielką Miłość…
Patrzył we mnie z tą samą wielką Miłością…. a ja uśmiechałam się do Niego.
„Dziękuję, że mi pokazałeś…. Będę starać się tak na Nią patrzeć”.
Po chwili zapytałam:
„Czy mogę Jej o tym powiedzieć? Ucieszyła by się…”
„Powiesz, ale jeszcze nie teraz. Powiem Ci kiedy będzie gotowa”.
'Dobrze, Ukochany”.
Uśmiechał się do mnie łagodnie.
” Na razie módl się i pozwól Mi działać”.
„Dobrze”.
Patrzyliśmy w siebie długo…
Na dzisiejszej Mszy św. modliłam się za wszystkie moje Dzieci. A szczególnie za moją Córeczkę.