„Przyjdź do mojego serca, Jezu. Tęsknię!”
„Oto jestem, promyczku!”
Uwielbiałam Go…
Potem zaczęłam rozmyślać. Wysłuchał mnie. Wiedziałam, że mnie wysłucha, ale nie sądziłam, że tak konkretnie, realnie, a przede wszystkim, że tak szybko.
Ukochany prosił, żebym wyjawiła o co Go prosiłam. Robię więc to.
Prosiłam, żeby pozwolił mi doświadczyć bliskości Maryi, Jej miłości, czułości, przytulenia… 15 września oddałam się Jej w opiekę. Potem okazało się, że to dzień Matki Bożej Bolesnej. Jej się oddałam. Jezus dał mi Ją za Matkę. A teraz otrzymam od Niej Szkaplerz. Od Matki Bolesnej. Duchowy Syn przyśle mi go z Jej sanktuarium w Oborach.
To właśnie ta wysłuchana prośba. Matka Bolesna mnie przytuli…
Jak to się wszystko pięknie układa. Należę duchowo do zakonu Sióstr Karmelitanek Misjonarek, Weronika od Najświętszego Oblicza- to moje imię. A teraz Szkaplerz karmelitański…
Patrzył we mnie zauroczony… zachwycony. A ja w NIEGO. I tak trwaliśmy we wzajemnym zauroczeniu i zachwycie. Długo… co się działo w moim sercu, trudno opisać…
„Poznasz macierzyńską miłość Mojej Mamy. Jej czułość. Okryje Cię swoją Szatą, Promyczku”.
Dziękowałam. I pomyślałam o Matce Bolesnej…
„Ona wie co to cierpienie, ból serca, odrzucenie.Dlatego JEJ Ciebie oddałem, Weroniko”.