W nocy podczas układania bukietów MAMIE, usłyszałam głos (będę nazywać go głosem MAMY, bo jestem przekonana, że to Ona.) Więc usłyszałam w głębi serca głos Mamy:
„Promyczku Mojego Syna, Córeczko Moja kochana!”
Uśmiechnęłam się do Niej i dalej układałam bukiety dla Niej.
„Błogosławię Ciebie i Twoje duchowe Dzieci!”
Dziękowałam…
„Chcę być jak TY, Mamusiu…”
„Kochaj Promyczku a reszta sama przyjdzie!”
„Naucz mnie, proszę!”
„Nauczę Córeczko!”
Potem oddałam całą siebie Maryi i Jezusowi. Jeszcze raz. Oddałam Mu umysł i serce, duszę i ciało, cierpienie. Oddałam moją wolę, myśli, pragnienia, czyny. Oddałam Mu moje grzechy. Całą siebie. Oddałam Mu wszystkie moje Dzieci.
Na Mszy po przyjęciu Komunii św:
„Płynie w Tobie Moja Krew, Promyku”. Jesteś Moja!”
Patrzył we mnie czule, bardzo czule… i odniosłam wrażenie, że pobłażliwie.
„Promyczku, byłaś w piątek u spowiedzi, prawda? I otrzymałaś rozgrzeszenie?”
„Tak…”
„Więc dlaczego oskarżasz siebie wciąż z grzechów, które Ci wybaczyłem?”
Nie wiedziałam co odpowiedzieć…
„Zdradziłam Cię…”
„Oddałaś Mi swoje grzechy.”
Patrzył we mnie… I mówił dalej:
„Kocham Cię z Twoim grzechem!”
Patrzyłam w Niego… z wdzięcznością i wielką radością!
„Kocham Cię, a Ty czy czujesz się przeze mnie kochany?”
Patrzył we mnie promienny.
„A jak myślisz, Promyczku?”
I sam odpowiedział:
„Tak, czuję, że Mnie kochasz. Widzę to. Twoje modlitwy mówią Mi, że Mnie kochasz, Twoje uniżenie, ofiarowanie cierpienia, Twój uśmiech, radość mówią Mi, że Mnie kochasz, Promyczku. Troska o Twoje Dzieci mówi Mi, że Mnie kochasz. Twoje pragnienie bliskości, intymności, pragnienie przyjmowania Mnie do Twego serca mówią Mi, że Mnie kochasz!”
Milczałam. Patrzyłam w NIEGO szczęśliwa. Rozbrojona Jego Miłością…