W nocy przyszedł do mego serca. Trwałam w NIM.
„Wisisz ze Mną na krzyżu, Promyczku”- usłyszałam w głębi serca.
Byłam (jestem) zmęczona cierpieniem, tak zwyczajnie, po ludzku. Jednak… tańczę. O życie dla dzieci nienarodzonych, za moje duchowe Maleństwo i duchowe Dzieci.
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie rozpromieniony.
„Tańczysz, Promyczku”.
„Tak!”
„Pięknie tańczysz!” – powiedział. I po chwili uśmiechając się tajemniczo, dodał:
„Jak Motyl!”
Coś drgnęło w moim sercu gdy usłyszałam słowo „Motyl”.
„Jak…”
„Ona”.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem uśmiechnięci…
„Czy chcesz być Moim Motylem?” – zapytał nagle.
„Tak!”
Patrzyłam w Niego szczęśliwa!
„Zmęczona jesteś, Mój Motylku”.
„Tak… chciałabym odpocząć”.
„Odpocznij we Mnie”.
Odpoczywałam… patrząc w JEGO oczy. W spojrzenie z krzyża.