Przyszedł nad ranem do mego serca. Do swojej komnaty. Odpoczywał w niej.
„Promyczku!”
„Umiłowany!”
Patrzył we mnie… czule. Bardzo czule.
„Zabieram Cię do Nieba, kochana!”
Siedziałam i patrzyłam w Niego… patrzyłam i patrzyłam.
I tak mogłabym skończyć notkę.
Byłam w Niebie… z Ukochanym moim. Zanurzył mnie w sobie, zatopił… w Miłości. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś, do głębi. Jego spojrzenie, spojrzenie z krzyża. Sama Miłość… Trwałam w Niej.
„Umiłowałem Cię odwieczną Miłością!” – usłyszałam w głębi serca – Twoja pokora obezwładnia Mnie, zniewala!”
Znowu brakuje mi słów. Jak opisać nieopisywalne… Ogarnąć nieogarnione…?
Słowa zamykają, nazywają. TEGO natomiast nie można zamknąć ani nazwać. TO trzeba doświadczyć.
Tylko ON i ja. .Niebo.
Trwałam w Nim bardzo długo…
Otworzyłam Biblię i przeczytałam:
Iz 43,1-7
Ale teraz tak mówi Pan,
Stworzyciel twój, Jakubie,
i Twórca twój, o Izraelu:
«Nie lękaj się, bo cię wykupiłem,
wezwałem cię po imieniu; tyś moim!
Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą,
i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie.
Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się,
i nie strawi cię płomień.
Albowiem Ja jestem Pan, twój Bóg,
Święty Izraela, twój Zbawca.
Daję Egipt jako twój okup,
Kusz i Sabę w zamian za ciebie.
Ponieważ drogi jesteś w moich oczach,
nabrałeś wartości i Ja cię miłuję,
przeto daję ludzi za ciebie
i narody za życie twoje.
Nie lękaj się, bo jestem z tobą.
Przywiodę ze Wschodu twe plemię
i z Zachodu cię pozbieram.
Północy powiem: „Oddaj!”
i Południowi: „Nie zatrzymuj!”
Przywiedź moich synów z daleka
i córki moje z krańców ziemi.
Wszystkich, którzy noszą me imię
i których stworzyłem dla mojej chwały,
ukształtowałem ich i moim są dziełem.“
Nikt nigdy tak do mnie nie mówił… Motylku, Promyczku, Perełko… Nikt nigdy w ten sposób we mnie nie patrzył. Nikt AŻ tak bardzo mnie nie kochał. TYLKO ON! Mój Oblubieniec!
Jego mała Perełka. Drogocenna w Jego oczach.
Teraz niesie mnie na rękach i tuli do Serca.