Przyszedł w nocy do mego serca. I odpoczywał. Delikatnie, ostrożnie zdjęłam Mu z głowy koronę cierniową…
„Panie, nie boli Cię kiedy ją zdejmuję? – spytałam – Może nie powinnam… nie chcę Ci sprawiać dodatkowego cierpienia…”
„Sprawiasz Mi ulgę, Promyczku”.
Wpatrywałam się w Ukochanego. Tęskniłam coraz bardziej…
On patrzył przenikliwie, poważnie i czule.
„Pragnę Cię, Oblubienico Moja!”
„I ja Ciebie…”
„Mógłbym Cię już zabrać. Jednak jeszcze Cię tu potrzebuję. Zgodziłaś się, wybrałaś”.
” Wybrałam i ten wybór podtrzymuję! Na Twoją Chwałę!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem, cierpiąc z tęsknoty… Dojmujące doświadczenie…
„Wiesz, Panie? – chciałam Go pocieszyć – Im teraz większa tęsknota, tym potem większa radość spotkania!”
Mówiłam to też, żeby pocieszyć siebie…
Patrzył czule.
„Pomilcz ze Mną, Perełko”,
Milczeliśmy ze sobą, długo…
Kiedy tak w Niego patrzyłam, tęsknota… serce aż bolało…
„Tym większa radość spotkania, Promyczku”.
„Tak… – uśmiechnęłam się i patrzylam dalej…
On też patrzył we mnie.
„Nawet nie wiesz jakie skarby, dary przygotowałem dla…”
„Ty jesteś moim SKARBEM, DAREM dla mnie! CIEBIE pragnę!”
Patrzył we mnie z wielką miłością…