W nocy przyszedł do mego serca. Uwielbiałam Go a potem… 🙂 zasnęłam.
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie promienny.
„Przyszłam sobie posiedzieć przy Tobie” – uśmiechnęłam się do Niego.
„Zawsze bardzo się raduję kiedy do Mnie przychodzisz, Promyczku”.
„Uwielbiam do Ciebie przychodzić!”
Trwaliśmy dłuższą chwilę w milczeniu… i uśmiechu.
„Jesteś szczęśliwa, Perełko?” – zapytał nagle.
„Bardzo!”
” Dlaczego?”
„Wiesz… myślałam o tym ostatnio… Gdyby nie Ty, byłabym bardzo nieszczęśliwa. Gdybym Ciebie nie znała, lub nie wierzyła. Myślałabym, że wszystko jest do niczego. Choroba, upokorzenie… załamałabym się. Ale JESTEŚ T Y! I Twoja MIŁOŚĆ! I to wszystko zmienia. Ty zmieniasz. Czynisz mnie szczęśliwą. Ty jesteś moim SZCZĘŚCIEM!”
Patrzył bardzo czule, tkliwie. A ja mówiłam dalej:
„I wybraleś mnie grzeszną i nędzną na Swoje narzędzie! Prowadzę innych do Ciebie. Do mojego Szczęścia! Prowadzić innych do Szczęścia to wielkie szczęście!!”
Patrzył poruszony…
„Jakaś Ty śliczna! Jakaś piękna, Moja Perełko!!”
„Tylko dzięki Tobie, Ukochany!!!” – roześmiałam się serdecznie.
Patrzyliśmy dalej w siebie nawzajem.
„Tańczysz bardzo” – spoważniał nagle.
„Tak…”
” Będziesz dziś wisieć ze Mną na krzyżu”.
„Dobrze, Panie”.
I rzeczywiście, niedługo potem choroba dała bardzo o sobie znać… Upokorzenie.
I wisiałam na krzyżu z Umiłowanym moim. Nadal wiszę. Ofiarowuję za moje duchowe dzieciątko, które właśnie dziś kończy trzeci miesiąc życia.
A tę notkę napisałam dzięki mojemu Szczęściu. Ukochanemu mojemu. Tylko dzięki NIEMU!
🙂
http://www.youtube.com/watch?v=MmBjsmRpbis