I znów słów brakuje… ale spróbuję 🙂
W nocy przyszedł do mego serca. Tańczyłam, bolało bardziej niż zwykle. A ON przyszedł.. I zanurzył mnie w Sobie. Otulił Sobą, Ukrył w Sobie. W Miłości…
I tak trwaliśmy wtuleni w siebie. W Niebie, czy na krzyżu…? Dla mnie to to samo. W Nim, w Miłości! Krzyż z Nim to Niebo…
Wpatrywałam się w Umiłowanego…
„W nocy było cudnie!!” – szepnęłam zachwycona.
Patrzył we mnie tkliwie…
„Może tak być ciągle, chcesz?”
„Tak!!!”
„Kocham Cię, Promyczku i chcę, żeby Ci było we Mnie jak najlepiej”.
„I jest…”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem w milczeniu… w przytuleniu…
Patrzył mi w oczy, Jasno i promiennie.
„Co w nich widzisz? Co widzisz w moich oczach, Ukochany?” – spytałam cicho.
„Co widzę? Widzę tęsknotę, miłość…”
Uśmiechnęłam się do Niego…
„I uśmiech!” – dodał.