W kościele:
„Witaj, Najmilszy! Najsłodszy mój Zbawicielu! Ukochany mój, witaj!”
Witaj, Oblubienico Moja!”
Po przyjęciu Komunii św, trwałam w dziękczynieniu…
„Oto teraz przychodzę do Ciebie, Promyczku i składam pocałunek na Twym sercu! Przychodzę do Swojej komnaty. I żyję w Tobie!”
„Jesteś moim Życiem!”
Wpatrywałam się w Umiłowanego… patrzyłam w Jego oczy, w spojrzenie z krzyża. I rozmyślałam.
„Jakiś Ty piękny!!! Jaki piękny! Jeśli ja podziwiam Twe piękno na obrazku i zachwycam się nim, to o ile bardziej jesteś piękny naprawdę! Nieskończenie piękny!”
Patrzył łagodnie i czule…
„Każdy człowiek jest odblaskiem piękna Boga. Ty też, Mój Promyczku!”
Po chwili mówił dalej:
„Akceptujesz siebie, lubisz samą siebie?”
„Szczerze? – uśmiechnęłam się – lubię siebie. I lubię z sobą być, przebywać”.
„To znak, że masz w sobie pokój i wolność”.
„I Ciebie!”
Patrzył pogodnie.
„Masz piękne serce. Proste, pokorne i szczere”.
Dziękowałam… bo to przecież dzięki NIEMU!
Potem patrzył we mnie długo w milczeniu…
„Bądź ze Mną w tym Adwencie, Perełko”.
„Będę! – ucałowałam Go – będę, Panie!”