Przyszedł do mnie i cieszył się ze mną. Trwaliśmy razem w radości.
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Przyszłam sobie posiedzieć przy Tobie. Z Tobą”.
Patrzył we mnie czule.
„Cieszę się kiedy przychodzisz, Mój Promyczku”.
„Nie mogę nie przychodzić do Ciebie” – uśmiechnęłam się.
Patrzył we mnie a ja siedziałam u Jego Stóp…
I rozmyślałam.
„Przychodzę nędzna i grzeszna. I błagam Cię o litość. Bardzo często taka do Ciebie przychodzę. I korzę się przed Tobą… A Ty mi nie pozwalasz długo się upokarzać. Od razu mnie podnosisz. Przytulasz. I wywyższasz! Czynisz równą Sobie!”
„Bo Cię kocham, Promyczku!”
„Jakie to proste… ” – uśmiechnęłam się do Niego – bo mnie kochasz!”
Patrzył i patrzył…
„Chcesz być Moja?”
„Jestem TWOJA!!”
„Chcesz BYĆ bardziej?”
„Chcę!!!”
„Oddaj Mi swą wolę!”
„Jeśli jeszcze Ci jej nie oddałam, albo oddałam nie do końca, oddaję Ci ją Ukochany!”
Po chwili szepnęłam, patrząc Mu w oczy:
„Oddaję Ci ją!”
Patrzył promienny.