Przyszedł do mego serca… i zanurzył w Sobie. W Miłości…
Wpatrywałam się w Ukochanego. W milczeniu. Potrzebowałam tego milczenia, ciszy. Po „wojażach” 🙂 w głąb mojego serca. Potrzebowałam ciszy.
Więc patrzyliśmy w siebie nawzajem w ciszy. Długo. Uśmiechal się do mnie czule. Ja do Niego też… 🙂
„Masz piękny uśmiech, Promyczku”.
„Ty go stworzyłeś” – uśmiechnęłam się do Niego jeszcze bardziej.
„Tak, ale to Ty się uśmiechasz!”
Roześmiałam się serdecznie!
„Prawda!”
Patrzył we mnie…
„Wygląda jakbyś nie miała trosk, Perełko”.
„Mam! Wiesz przecież”.
„Wiem, tańczysz i nie tylko. Tęsknisz.A jednak się uśmiechasz!”
„Uczę się od Ciebie!”
Po chwili dodałam:
„Kiedy tak patrzę w Ciebie, uśmiech masz w oczach!”
„Ty też! Uśmiech pochodzi z serca, Promyku!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. W uśmiechu.