„Ukochany!”
„Jestem!”
Znalazłam się w… Świetle. Też byłam światłem. Światło w okół mnie było ciepłe i bardzo jasne. Ale nie przeszkadzało mi, nie raziło. Byłam Nim otoczona. I było we mnie. Byłam w jakiejś wielkiej sali. Takie przynajmniej miałam poczucie. W około mnie głosy… czyste, jasne, perliste… Postaci nie widziałam, tylko głosy. Bardzo dużo.
„Patrz! jest!” – słyszałam.
„Tak! To JEGO oblubienica!” – inny głos.
„Jaka piękna!” – jeszcze inny.
„Bardzo!” – inny jeszcze.
Głosy rozmawiały… o mnie…!
Wtem! Zabrzmiały trąby!
„Oblubieniec nadchodzi! – zawołały głosy.
Nie słyszałam kiedy nadszedł. Ale… zaraz JEGO Dłonie porwały mnie..! Do tańca! Wirował! A ja z NIM! Unosił mnie wysoko, wysoko! ON i ja! Tańczyliśmy! Taniec Miłości!
Nagle… wszystko znikło. A ja… wisiałam z Nim na krzyżu.
„Chcesz być tu, czy wrócić? – spytał.
„Z Tobą wszędzie dobrze!”
„Wybieraj, Promyczku!”
„Krzyż!! Chcę być tu, z Tobą”.
„Dlaczego?”
„Cierpisz. Nie chcę, żebyś był sam. Kocham Cię!”
„Perło Moja!”
Trwaliśmy… przytulał mnie. Zjednoczeni w Miłości.
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Wybrałaś Krzyż!”
„Tak!”
„A Uczta?” – spytał.
Uśmiechnęłam się.
„Poczeka, prawda?”
„Ta Uczta będzie nagrodą dla Ciebie, kiedy Cię zabiorę!”