Nie wiem od czego zacząć… Leżałam, nie mogąc zasnąć. Tysiące myśli kłębiły się w głowie. Jedne odchodziły, przychodziły inne. Czułam jakbym z dnia na dzień znalazła się w samym środku koszmaru, złego snu. Czekałam, aż się z niego obudzę i znów będzie tak, jak dawniej… Jak dawniej? Jak kilka dni temu. „Sen” jednak nie mijał. Przeciwnie. I to nie był sen. To jawa.
I wiedziałam, że już jak dawniej nic nie będzie.
Ciężar… tańczyłam bardzo, ale nie był to taniec ciała. Tańczyło serce.
I te atakujące mnie myśli. Jednak Ukochany był ze mną. ON mnie bronił, trzymał w Swych ramionach.
Ufałam MU. Mimo wszystko.
Ufałam.
Wpatrywałam się w Umiłowanego… On patrzył we mnie. Przejmująco czule.
„Ufasz Mi, Promyczku?”
„Tak. Ufam”.
„Przejdziemy przez to razem” – usłyszałam.
„Tak, RAZEM. Z Tobą!”
Oddałam Mu już kiedyś moje Dziecko. Dziś ponowiłam oddanie. Było w Jego Rękach. W najlepszych!
A ja stoję już prosto. JEMU ufam. I się nie zachwieję! Bo On mnie podtrzymuje.