Dziś w skrócie. Tańczę bardzo.
Tańczyłam prawie całą noc. W Nim, z Nim… W przytuleniu. Trwałam. I On trwał. Tulił mnie do Serca.
Zabrał mnie do Jego / do naszego Ogrodu. Pokazał mi jedną cudną fontannę, która już od dawna przykuwała moją uwagę.
Była piękna, inna niż wszystkie fontanny w Ogrodzie.
„Piękna! Skąd ona się tu wzięła?” – spytałam zachwycona.
I… zobaczyłam… największe cierpienie jakie wydarzyło się kiedyś dawno w moim życiu… Dni wielkiego cierpienia…
„Z tego cierpienia powstała ta fontanna!”
Byłam zdumiona!
„Z tego?!”’
„Tak. Z wielkiego cierpienia powstało coś tak pięknego! Z bólu, z krzyża powstaje piękno!”
Byłam szczęśliwa!
Trwałam wtulona w Niego…
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Wtuleni, przytuleni…” – szepnęłam.
Patrzył tkliwie…
„Jak Oblubieniec i oblubienica, Promyczku!”
„Tak!”
I tak trwamy, razem, przytuleni…