Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Umiłowany!”
„Miła Moja!”
Patrzył we mnie słodko… Patrzyłam i patrzyłam… Zapatrzyłam się w Niego.
„Jesteś smutna, Promyczku?” – spytał.
„Smutna? Nie! – roześmiałam się serdecznie – zmęczona raczej!”
Opowiadałam dalej z uśmiechem:
„Usta Twoje dziś długo malowałam i coś mi nie bardzo chciały wyjść! W końcu poprosiłam siostrę, żeby je delikatnie wytarła. Wytarła i… są prawie dobre! Jeszcze trochę światła i koloru i będą…”
„I będą Moje!”
„Tak!”
„Wyjdą. Cierpliwości, Promyczku!” – uśmiechał się.
„Muszą! Ty je malujesz! – szepnęłam – zmęczona jestem”.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem uśmiechnięci…
Tato zawołał na obiad.
„Zaraz wrócę!”- ucałowałam Go.
.Po dłuższej chwili znów w Niego patrzyłam. Wyruszyliśmy razem w Drogę. Krzyżową.
„Jesteś ze Mną w Moim cierpieniu!”
„A Ty ze mną w moim!” – szepnęłam.