Przyszedł. Zanurzył mnie w Miłości. W Sobie. I tak trwam w Nim. Wciąż.
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego… w Miłosiernego. Patrzył we mnie promienny i jasny. Tą jasność mnie pochłaniała, zalewała. Byłam w tej jasności! W Miłości!
„Pokój z Tobą, Promyczku!”
Uśmiechnęłam się do Niego, promiennie.
„Kocham Cię!” – wyszeptałam.
„I JA Cię!”
To było dla mnie oczywiste. Przecież trwałam w Jego Miłości! W bliskości.
„Odpocznij przy Sercu Moim, Promyku!”
Odpoczywałam i rozmyślałam… Daje mi tyle radości! Krzyż coraz cięższy, tańczę coraz bardziej. ale i szczęście coraz większe. Radość coraz większa, we mnie. Np dziś cały czas się uśmiecham. I śmieję się, często z samej siebie. 🙂
Tak trwałam w Nim, serce przy Sercu…
„Niedługo spełnię Twoje pragnienie, Promyku!”
Spojrzałam pytająco, zdziwiona.
Uśmiechał się tajemniczo…
Ucałowałam GO.