Wieczorem dziękowałam MU za mój krzyż. Uwielbiałam GO za niego.
Wpatrywałam się w Ukochanego.
„Promyczku!”
„Umiłowany!”
„Tańczysz!”
„Tak. Bardzo, bardzo”.
Patrzył czule, bardzo czule… i przenikliwie.
Tak, tańczę. Przed Jego Tronem i w perłowej sukni. Od NIEGO!
„Dziękowałaś Mi wczoraj za krzyż. Dlaczego?”
„Bo dzięki niemu, dzięki mojemu krzyżowi, doświadczam Twojej Miłości! W nim, w krzyżu, w cierpieniu, w bólu doświadczam Twojej Miłości! To błogosławieństwo dla mnie. Wielkie błogosławieństwo. I droga do Nieba!”
Patrzył promiennie.
„Uwielbiasz Mnie w swoim krzyżu!”
Po chwili dodał:
„Jesteś błogosławiona, Promyczku!”
Ożywiłam się.
„Błogosławiona znaczy szczęśliwa! Tak! Jestem szczęśliwa! Dzięki Tobie!”
Ucałowałam Go.
„’Dzięki TOBIE!!!”