Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie promienny i jasny.
„Ukochany!”
„Najmilsza!”
„Najmilszy! Najczulszy! Jedyny…” – uwielbiałam Umiłowanego.
Patrzył we mnie. A ja w Niego.
„Jestem w Twoim sercu, Promyczku!”
„W Twoim Ogrodzie!”
Patrzył czule..
„Ten Ogród pięknieje. Coraz mniej w Nim Ciebie, a coraz więcej MNIE!”
Ucieszyłam się bardzo! Coraz więcej JEGO…
„Chciałabym zniknąć… i żebyś…”
Przerwał mi:
„Znikniesz i będę tylko Ja!”
Tego chciałam!
Patrzyliśmy w siebie nawzajem…
„Promyczku, przyjdę i zabiorę Cię do naszego Ogrodu”.
„Będę czekać! I… tęsknić!”
Kilka godzin później:
„Znów przyszłam… posiedzieć przy Tobie”.
Patrzył… dziwnie.
„Wiedziałem, że przyjdziesz, Promyczku!”
Patrzyłam pytająco.
„Widziałam Twoją tęsknotę”.
Siedziałam i patrzyłam w Niego…