Wpatrywałam się Ukochanego… Patrzył we mnie czule, bardzo czule.
„Przyszłam posiedzieć…” – szepnęłam uśmiechając się do Niego.
„Posiedź, Mój Promyczku!”
Patrzyłam…
„Wiesz Ukochany, tak dziś rano pomyślałam, że wczorajszą notką mogłabym zakończyć pisanie bloga”.
Patrzył wyczekująco, a ja mówiłam dalej:
„To, co wczoraj napisałam, całkowicie opisuje moje życie, wiarę. Jest kwintesencją mojego życia. Nic dodać, nic ująć”.
Patrzył czule.
„Tak. Masz rację, mogłabyś skończyć pisanie”.
„Mogłabym. Ale będę dalej! Dla Ciebie! – roześmiałam się serdecznie.
Patrzył… bardzo czule.
„Promyczku, nie musisz słyszeć Mojego głosu, prawda?”
„Prawda, nie muszę Cię słyszeć, nie muszę słyszeć głosu w sercu, żeby Ci wierzyć”.
Uśmiechał się do mnie i ja do Niego.
„Nie piszesz dla siebie, ani nawet dla Mnie. Piszesz dla innych”.
„I będę!”
Patrzył tkliwie… Zapatrzyłam się w Niego, w Ukochanego mojego…
„Cierpisz bardzo, Perełko”.
„Cierpię. ale… dziś piątek. Nasz piątek, Umiłowany!”
BĘDĘ!
Category: (NIE) MOJE MYŚLI