Tańcząca i przymulona 🙂 działaniem antybiotyku, wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie tkliwie…
„Umiłowany!”
„Córeczko Moja kochana!”
Uśmiechnęłam się do Niego.
„Rozpieszczasz mnie, Panie Jezu…” – szepnęłam.
Uśmiechnięta patrzyłam w Niego.
„Jesteś Moim dzieckiem, Promyczku, więc Cię rozpieszczam!”
Też uśmiechał się do mnie. Promiennie.
„Starym dzieckiem… – pomyślałam – ale wiesz? ja nie czuję się stara. Przeciwnie! Czuję się jakbym miała 18 lat, a nawet mniej!”
„Im starsza, tym młodsza!” – usłyszałam w głębi serca.
Tak!
Im starsza, tym młodsza!
Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. A On patrzył we mnie. I tak trwaliśmy zapatrzeni w siebie nawzajem.
Rozpływałam się w Nim. W Miłości. Byłam dzieckiem, w Jego Rękach.
Teraz jestem chora. Szczerze mówiąc wszystko mi jedno, czy jestem chora, czy zdrowa. Czy cierpię mniej, czy bardziej. Obojętne mi to.
Zdrowa – dobrze, chora – dobrze, słabsza – dobrze, silniejsza – dobrze, tańcząca bardzo – dobrze, tańcząca mniej – dobrze.
Zawsze dobrze. Wszystko dobrze. Bo wszystko otrzymuję od Niego. A ON wie co akurat jest dla mnie dobre.
Zawsze dobrze. Byle z Nim!