Dziś będzie dłużej, 🙂 dłuższa notka.
Dziś mój ksiądz proboszcz chodził z Panem Jezusem do chorych. Miał być u mojego Dziecka. Kilka dni temu postanowiłam poprosić księdza, żeby mnie wyspowiadał.
Rano przygotowałam się do spowiedzi. Wylewałam przed Ukochanym swoje serce, żałowałam, przepraszałam Go…
Wpatrywałam się Umiłowanego. Patrzył we mnie uśmiechnięty, promienny.
„Chcesz przyjść do Źródła Miłosierdzia Mojego, Perełko! Czekam na Ciebie z wielką radością i utęsknieniem!”
„Tak! Chcę przyjść, dziękuję, że mogę!”
Patrzył bardzo czule… Zapatrzyłam się w Niego…
Uśmiechałam się do Umiłowanego.
„Czekam na księdza”.
„Przyjdzie”.
Przyszedł. Uśmiechnięty, radosny. Wyspowiadał mnie, rozgrzeszył. Przyjęłam Jezusa do serca.
Potem spytał, wciąż uśmiechając się do mnie:
– A co u ciebie, Moniko? Wczoraj nie widziałem cię w kościele.
– Chora jestem.
-Oj! To zdrowiej szybko! Chcę cię widzieć w kościele! – zaśmiał się – Jak najszybciej! Zdrowiej!
Uśmiechnęłam się
– Dziękuję! Dobrze!
Położył rękę na moim ramieniu i… poszedł.
Trwałam w dziękczynieniu, w uwielbieniu… wpatrzona w Umiłowanego.
„Jakiś Ty bliski, jaki miłosierny, jaki dobry.Jaki bliski…!”
Patrzył we mnie rozpromieniony!
„Jaka Ty piękna, Promyczku!
Ja też patrzyłam w Niego promienna.
„Tak! Jestem piękna, czysta, niewinna. Dzięki Tobie, Ukochany! Ty mnie upiększasz, oczyszczasz i uniewinniasz. Ty!’
Uśmiechałam się do Niego i On do mnie.
Pomyślałam o księdzu proboszczu.
„Chce mnie widzieć w kościele. Jak najszybciej!” – uśmiechałam się.
Patrzył we mnie czule…
„On mówił w Moim imieniu, Promyczku!”
„Tak…!”
Olśnienie!
„To Ty chcesz mnie widzieć!!??”
„Tak! Czekam na Ciebie i tęsknię!”
„Ja też tęsknię! Jak tylko wyzdrowieję to przyjdę do Ciebie!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Długo. Z miłością.