Znów nie wiem jak opisać… Ale spróbuję.
Nakarmiona Ciałem Umiłowanego i napojona Jego Krwią, wpatrywałam się w Niego. On patrzył…. jak matka w niemowlę. Słodko, czule, tkliwie. Zapatrzyłam się….
„Tulę Cię do Serca, Promyczku”.
Trwałam przy Sercu. Adorowałam Go, uwielbiałam. I patrzyłam…
I na tym mogłabym skończyć notkę… 🙂
Jest ze mną, a ja z Nim, w Nim. Od rana do wieczora. I w nocy. Zawsze. Jest. Tuli mnie do Swego Serca, cierpiącego, zranionego. I kochającego bardzo. Brakuje słów, jak bardzo… Zawsze bardziej. Bardziej. A ja trwam przy Nim. W Nim. Wciąż. Zawsze. Doświadczam Jego Obecności. Namacalnie, realnie, konkretnie.
On jest. Zawsze.
Category: (NIE) MOJE MYŚLI