Weszłam, ale… w każdej chwili mogę wyjść.
Patrzył we mnie, współczująco, tkliwie…
„Cierpisz bardzo, Mój Promyczku”.
„Czy cierpię? Tańczę. Wolę mówić, że tańczę”.
Uśmiechnęłam się do Ukochanego.
„Razem tańczymy!” – szepnęłam.
„Tak, jestem z Tobą!”
Patrzyłam długo w Umiłowanego.
Potem poszłam /pojechałam/ do pokoju mamy. Na stole stało lusterko. Zobaczyłam w nim siebie, a nade mną, na krzyżu, wisiał On. Ten krzyż wisiał nad wejściem do pokoju. Ale dla mnie to był znak, że On jest ze mną. Nade mną. Ukrzyżowany. Tańczący ze mną.
Category: (NIE) MOJE MYŚLI