Nie będę dziś opisywać mojej rozmowy z Umiłowanym. Zmęczona jestem. Jednak… 🙂
Wciąż mnie podnosi… Umiłowany. Mój Umiłowany. Nie liczy moich upadków, grzechów, błędów. Liczy ile razy się z nich podniosę. Przychodzę do Niego, korzę się, przepraszam i proszę o wybaczenie. Nawet nie zdążę poprosić! On wyciąga, otwiera ramiona. I tuli mnie do Serca. I cieszy się! Bardzo cieszy! Szaleje z radości! Z czego? Że do Niego przyszłam. Że pozwoliłam Mu się… podnieść. Wystarczy… przyjść… i Mu pozwolić. A wtedy… szaleństwo Miłości, Miłosierdzia! Szaleństwo! Tak!!!
Szaleje, cieszy się mną. Bierze mnie w ramiona i tańczy! I ozdabia mnie. Łaskami! A ja pięknieję! Patrzy we mnie z miłością większą niż miłość najlepszego ojca i matki! Z miłością Oblubieńca!
I szepcze do mego serca… Nazywa mnie swoją Perełką, Promyczkiem, Wybranką Swego Serca… A ja pięknieję! Jego pięknością.
Wystarczy przyjść…
Właśnie przed chwilą przeczytałam na Facebook’u:
„Obejmując nas, Bóg nie oczekuje od nas czystego serca.
Nawet jeśli wrócimy tylko dlatego, że podążąnie za
pragnieniami nie przyniosło nam szczęścia, Bóg nas przyjmie.
Nawet jeśli wrócimy tylko dlatego, że bycie chrześcijaninem przynosi nam więcej pokoju, niż bycie poganinem, Bóg nas przyjmie.
Nawet jeśli wrócimy tylko dlatego, że nasze grzechy nie dały nam aż takiej satysfakcji, na jaką liczyliśmy, Bóg nas przyjmie.
Nawet jeśli wrócimy tylko dlatego, że nie potrafiliśmy sami sobie dać rady, Bóg nas przyjmie.
Miłość Boga nie wymaga żadnych wyjaśnień na temat tego, dlaczego wracamy. Bóg cieszy się, że znów jesteśmy w domu, i chce nam dać wszystko, czego pragniemy, tylko za to, że wróciliśmy”.
[ Henri Nouwen ]
Miałam nie opisywać rozmowy z Ukochanym. Jednak ją opisałam.
🙂