Rano układałam /jak zwykle/ bukiety dla MAMY. Układałam i rozmyślałam… Przypomniał mi się fresk Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej, „Sąd Ostateczny”. Jest tam wśród namalowanych postaci postać św. Bartłomieja z atrybutem swej męki – zdartą skórą (nawiasem mówiąc Michał Anioł dał mu ponoć swoją twarz).
„Jak bardzo Bartłomiej cierpiał dla Pana Jezusa… ze względu na Niego”.
„Ty też jeszcze będziesz podobnie cierpieć, Mój Promyku”.
„Dobrze!”
Dalej odmawiałam Różaniec.
„Nie odmówiłaś Mi!”
„Nigdy niczego Ci nie odmówię, Ukochany”.
Patrzył najczulej…
„Wszystko za wszystko! Ty dla mnie wszystko, i ja dla Ciebie też”.
„A gdybym nic Ci nie dawał?”
„Też niczego bym Ci nie odmówiła” – szepnęłam z przekonaniem.
„Dlaczego?”
„Bo Cię kocham!”
Ucałowałam Go, a On patrzył we mnie jak nikt na świecie…