Wczoraj wieczorem leżałam już w łóżku. Tęskniłam… dojmującą tęsknotą. Wtulona w Serce Ukochanego, jednocześnie tęskniłam za Nim…
Zmęczona, zasnęłam. Śniłam o Jego Miłosierdziu. Pamiętam, że chwaliłam Je.
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie Swym Miłosiernym spojrzeniem…
„Pragnę patrzeć Ci Twarzą w twarz… A nie tylko w Twój namalowany wizerunek. Jesteś tysiąckroć piękniejszy, wiem to!”
Byłam przekonana, że patrząc w Jego wizerunek, patrzę w Jego Samego. Jednak pragnę… twarzą w Twarz.
„Spełnię Twe pragnienie, Promyku!”
Ucałowałam Go.
„I pragnę tańczyć dla Ciebie, nie w bólu i cierpieniu. Ale w Radości i Szczęściu moim. W Tobie, Umiłowany mój!”
„Spełnię Twe pragnienia!”
Patrzyłam w Ukochanego, a On patrzył we mnie.
„Tęsknię za Tobą, po prostu!”
Ukochany milczał. Jednak w Jego oczach wyczytałam, że moja tęsknota jest Jego tęsknotą, a moje pragnienie Jego pragnieniem…