Wpatrywałam się w Ukochanego, a On patrzył we mnie… Czule bardzo i promiennie.
„Ukochany!”’
„Perło Moja!”
„Jestem!”
Uśmiechnął się do mnie.
„Od rana ze Mną jesteś, Mój Promyku”.
„Tak…” – uśmiechnęłam się nieśmiało, cała szczęśliwa…
Rano, obudziłam się i jak zwykle układałam bukiety MAMIE. Kiedy wypowiadałam Imię Jezus, robiło mi się dziwnie na sercu… Tak, określenie „dziwnie” jest w tym wypadku dobre. innego nie znajduję. Chyba, że słodko…
„Tyś Moja! Tyś Moja!” – usłyszałam w głębi serca.
„Twoja! Tyś mój!”
Nagle zobaczyłam Tabernakulum, otwarte.
„Chodź do Mnie, Promyku!”
Bardzo pragnęłam iść do Umiłowanego… ale…
„Jak??”
Wtedy poczułam, że robię się coraz mniejsza i mniejsza. Taka malutka, że po chwili znalazłam się przy Ukochanym…. Wiem, że zawsze adorują Go Aniołowie, ale… chciał mnie… Więc trwałam w Nim, z Nim, przy Nim. A On zanurzał mnie w Sobie…
Patrzył teraz promienny, świetlisty.
„Chcesz wejść, Promyczku?” – zapytał tkliwie.
„Tak!:
Znów byłam w Nim, w Umiłowanym… Pragnę w Nim się rozpłynąć, zniknąć.
ZNIKNĄĆ W UMIŁOWANYM
Category: (NIE) MOJE MYŚLI
<3