Wczorajsza popołudniowa rozmowa z mamą. Akurat grałam w „Sherlocka Holmesa” (lubię rozwiązywać zagadki detektywistyczne 🙂 ). Mama przyjechała, wstała z wózka i nachyliła się nad obrazem. Chciała go zobaczyć.
-Cudo robisz! Cudo!
-Dzięki! – uśmiechnęłam tajemniczo do mamy i dodałam:
-Jak skończę to powiem ci Kto to i co znaczy to co namalowałam.
-Jak skończysz? Dlaczego nie teraz?
-Bo chciałabym, żebyś zobaczyła cały obraz.
-Ahaaa… – mama posmutniała.
-No dobra! -roześmiałam się- już powoli kończę. Ci Aniołowie to Pan Bóg a ten motylek to…ja.
Mama uśmiechnęła się promiennie. Wodziła palcem po obrazie.
– Motylek to ty, a Aniołowie to Bóg…. – powtórzyła. A po chwili dodała:
-Wiesz… to jeden z najpiękniejszych twoich obrazów…
– Dziękuję! ON mi pomaga!
– A pewnie. ON cię prowadzi!
Dziś siedziałam na dworze, przy stoliku pod parasolką. Przede mną leżała Biblia, a ja wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył czule i promiennie bardzo. Czułam się jak motylek w Jego ręku… Na Jego dłoni…
„Pięknie tu… dobrze”.
„Dobrze, Promyczku”.
„Z TOBĄ wszędzie dobrze. Ty dla mnie najważniejszy jesteś, Jezu”.
„A Ty dla Mnie, Motylku”.
Pomyślałam o obrazie…
„Wiesz… Namaluję trzy dłonie Aniołom. Tobie!”
„Namaluj!”
„Jedną mnie trzymasz, drugą ochraniasz a trzecią podtrzymujesz!”
Uśmiechał się do mnie promiennie… Ucałowałam Go.
<3 :)
Zofia Wojnarowska liked this on Facebook.
<3